Mama

Jestem zbyt nadopiekuńcza

Nadopiekuńcza mama to podobno największa zmora dziecka. Chodzi za nim krok w krok i tylko pilnuje, żeby miał czyste ręce, nie uderzył się w główkę czy rączkę. Nadopiekuńcza mama najchętniej owinęłaby dziecko folią bąbelkową i nie wypuszczałaby z domu, ani na krok

Nadopiekuńcza mama

Jestem nadopiekuńczą mamą, bo mój syn jest jedynakiem. Zdaję sobie sprawę, że przelewam na niego wszelkie swoje obawy.

Jestem nadopiekuńczą mamą, bo o pojawienie się mojego syna na świecie walczyłam bardzo długo i wiem, jakie ciężkie to dla mnie było.

Wiele mówię i piszę o tym, żeby dać dziecku dużo swobody, żeby pozwolić mu na swobodną eksplorację świata ( przeczytaj dlaczego warto wspierać samodzielność dziecka). Dziecko, któremu pozwala się poznawać świat wszystkimi zmysłami, lepiej się rozwija, jest pewniejsze siebie. Przede wszystkim uczy się wiary we własne możliwości, a także wyciągania wniosków ze swoich błędów.

Moja nadopiekuńcza mama w latach 80/90

Często mówi się o tym, że pokolenie lat 80 czy 90 wychowywało się samo, na podwórku, wśród kolegów. Sama pamiętam, jak od rana do wieczora spędzałam wakacyjny czas na podwórku, bawiąc się z koleżankami i kolegami. Pamiętam, jakie miałam poobijane i pozdzierane kolana. Pamiętam, jak dostałam od kolegi kijem w plecy i nikt nie robił z tego wielkiego halo. Powiedzenie: “do wesela się zagoi” było częstym, którego nadużywali moi rodzice.

I nie, nie mogę powiedzieć, że moi rodzice się o mnie nie troszczyli, zostawiali samej sobie. Oni doskonale widzieli, że na podwórku krzywda mi się nie dzieje, a drobne zadrapania się zagoją.

Jednak mam nieodparte wrażenie, że w tamtych latach, pomimo tego, że byliśmy na podwórku pozostawieni sami sobie, bez nadzoru rodziców, było jakoś bezpieczniej. Każdy wiedział, że parking to miejsce, po którym jeżdżą samochody, ruchliwa ulica to miejsce, gdzie trzeba zachować ostrożność, a z obcymi się nie rozmawia i nie bierze od nich słodyczy itp. Każde z nas potrafiło się obronić, wiedziało, że jeśli zbliża się niebezpieczeństwo, to należy wiać ile sił w nogach i szukać znajomego dorosłego.

Ale jednocześnie potrafiliśmy wspinać się na śmietniki, chodzić po dachach garaży czy po opuszczonych kamienicach, w których spali bezdomni. W opuszczonej piwnicy zrobiliśmy sobie nasz tajny klub, w którym snuliśmy plany podboju świata.

Moja mama zawsze mi ufała i pomimo tego, że upominała mnie wiele razy, że chodzenie po dachu garażu nie jest bezpieczne, to mimo tego nie chodziła za mną krok w krok i nie zabraniała mi zabawy.

Nadopiekuńcza mama dziś nie ma łatwo

Dziś sama jestem mamą i kiedy wspominam moje zabawy z dzieciństwa i to co robiłam wtedy na podwórku – włosy jeżą mi się na głowie! W życiu nie pozwoliłabym na takie zabawy mojemu synowi.

Boję się go samego zostawić choćby na chwilę. Może nie chodzę za nim w krok w krok i pozwalam na swobodną zabawę, ale mimo wszystko jestem gdzieś obok. W razie gdy stłucze kolano, jestem obok by je pocałować. Gdy spadnie z drabinki, jestem obok by go wesprzeć. Gdy czegoś nie umie zrobić jestem obok, by mu pomóc.

Nadopiekuńcza mama

Pamiętam jak fajnie było bawić się na podwórku bez nadzoru dorosłych, ale dziś nie pozwoliłabym na to synowi (pomijam jeszcze jego wiek). Dziś mamy są nadopiekuńcze, robią wszystko, by ochronić swoje dzieci. Jeśli tylko by mogły zrobiłyby wszystko za dzieci.

Mam wrażenie, że w dzisiejszych czasach znacznie więcej mówi się o wypadkach z udziałem dzieci, o niebezpieczeństwach, które na nie czyhają na każdym kroku. W świecie, kiedy tak łatwo o wypadek, rodzice chcą, by ich dzieci były bezpieczne. Dlatego często ograniczają swobodną aktywność dziecka do minimum, aby nie zrobiło sobie krzywdy.

Jednak mówię stanowcze NIE, zbytniej nadopiekuńczości. Trzymanie dziecka pod kloszem, sprawi, że wychowamy niepewnego dorosłego, który nie będzie umiał nic zrobić bez pomocy rodziców. Owszem dbanie o bezpieczeństwo dziecka to podstawa, ale jednocześnie musimy dać mu swobodę.

Nie jest to łatwe. Sama wiem, o tym najlepiej. Często chciałabym pomóc Jankowi, ale wiem, że dla jego dobra najlepiej jest, by zrobił daną rzecz sam – lepiej lub gorzej, ale sam. Pragnienie zapewnienia dziecku bezpieczeństwa, nie może podcinać dziecku skrzydeł. My rodzice nie możemy zabierać dzieciom swobody. Musimy im pokazać, jak działać bezpiecznie i rozwagą, ale pozwolić na błędy. Powtórzę jeszcze raz – nie jest to łatwe.

Musimy pamiętać, że porażka czy rozczarowanie to elementy kształtujące charakter naszych dzieci. Musimy im pozwolić przeżyć całą gamę emocji – od radości i euforii po zdenerwowanie i rozczarowanie.

Musimy pamiętać, że nasze dziecko to odrębna jednostka. Zbytnia nadopiekuńczość może sprawić, że wychowamy dziecko, które boi się samodzielności, nie wierzy w siebie, nie wie, co lubi i czego chce, ma poczucie bezradności, czuje się gorsze od rówieśników lub przeciwnie – lepsze.

Musimy pamiętać, że rodzicielstwo to wychowanie dziecka i rozsądna opieka nad nim, a nie kontrola.

Podobało się? Podziel się
error

Jestem zbyt nadopiekuńcza

Aleksandra Załęska admin czas czytania: 4 min
0
Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error

Sprawdź także