Czym jest bullying w szkole? Jestem mamą 11-letniego chłopca. Patrzę na niego każdego ranka, kiedy zakłada plecak i wychodzi do szkoły – trochę jeszcze dziecko, a trochę już młody człowiek. I coraz częściej łapię się na myśli, że szkoła to nie tylko lekcje, kartkówki i przerwy. To cały świat relacji, emocji i doświadczeń, które potrafią bardzo mocno kształtować dziecięce poczucie własnej wartości.

Każdego dnia w polskich szkołach są dzieci, które idą na lekcje z ciężarem w brzuchu. Nie dlatego, że czeka je sprawdzian, ale dlatego, że znów mogą usłyszeć drwinę, zostać wykluczone z grupy albo ośmieszone na oczach innych. Przemoc rówieśnicza – często ukryta, bagatelizowana, mylona z „dziecięcymi sprzeczkami” – zostawia realne, długofalowe ślady w psychice dziecka. I właśnie dlatego rola dorosłych jest tu nie do przecenienia.
Kiedy „to tylko żarty” przestają być śmieszne – jak rozwija się bullying w szkole?
Bullying w szkole długo potrafi ukrywać się pod niewinnymi słowami: „przecież oni się tylko droczą”, „dzieci tak mają”, „musi się uodpornić”. Sama kiedyś chciałam w to wierzyć. Do momentu, w którym zobaczyłam, że mój syn wraca ze szkoły cichszy, bardziej zamknięty w sobie. Że coraz częściej boli go brzuch rano. Że przestaje opowiadać o kolegach.
Z czasem zaczęły wypływać konkrety. Przezwiska. Śmiechy na korytarzu. „Niski”, „karzeł”, „krasnal” – słowa, które dla dorosłych mogą brzmieć jak głupie docinki, dla dziecka są bardzo realnym ciosem. Każde takie słowo zostawia ślad i odbiera kawałek pewności siebie.
Przemoc rówieśnicza rzadko zaczyna się od wielkich dramatów. Częściej od drobnych docinków, wykluczenia z grupy, szeptów na przerwie. Dla dorosłego to może wyglądać niegroźnie. Dla dziecka – to często cały świat, który nagle przestaje być bezpieczny. Ogromną ulgą było dla mnie to, że nie zostaliśmy z tym sami. Wychowawczyni zareagowała szybko, uważnie i z empatią – porozmawiała z dziećmi, przyjrzała się sytuacji i jasno postawiła granice. Dla mojego syna to był sygnał, że ktoś dorosły widzi, słyszy i chroni. A dla mnie – że taka pomoc naprawdę ma znaczenie.
Sygnały, których nie wolno ignorować
Zmiana zachowania dziecka rzadko bywa przypadkowa. Wycofanie, nagłe bóle brzucha przed szkołą, problemy ze snem, spadek nastroju czy niechęć do spotkań z rówieśnikami mogą być wołaniem o pomoc. Nawet jeśli dziecko mówi o „głupich żartach” albo „czepianiu się”, warto się zatrzymać i posłuchać uważnie.
Najważniejszy pierwszy krok to uznać emocje dziecka. Bez ocen, bez umniejszania, bez rad w stylu „nie przejmuj się”. Dla młodego człowieka to, co przeżywa, jest realne i bolesne. Dopiero na fundamencie zaufania można szukać rozwiązań – we współpracy ze szkołą, wychowawcą czy specjalistami.
Słuchać naprawdę, a nie „naprawiać”
Jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakich się uczę jako mama, jest nie bagatelizować. Nie mówić: „nie przejmuj się”, „jutro zapomną”, „musisz być twardszy”. Kiedy mój syn opowiada o czymś, co go zraniło, staram się najpierw po prostu być. Posłuchać. Przytulić. Powiedzieć: „widzę, że to było dla ciebie trudne”.
Dzieci nie zawsze chcą od razu rozwiązań. Często potrzebują poczucia, że ktoś jest po ich stronie. Że ich emocje są ważne i prawdziwe. Dopiero na tym fundamencie można wspólnie zastanawiać się, co dalej.
Dlaczego akurat on?
To pytanie pojawia się w głowie samo. I boli. Bo prawda jest taka, że czasem nie ma żadnego „powodu”. Wystarczy być trochę innym, trochę cichszym, bardziej wrażliwym. A czasem po prostu znaleźć się w niewłaściwym miejscu, w grupie, w której ktoś próbuje budować swoją pozycję kosztem innych.
Coraz mocniej wierzę, że celem dorosłych nie jest wskazywanie winnych, ale ochrona dzieci. I tych, które są krzywdzone, i tych, które krzywdzą – bo one również często niosą w sobie coś trudnego, z czym nie potrafią sobie poradzić inaczej.
Szkoła jako sojusznik, nie przeciwnik
Jako mama bardzo potrzebuję poczucia, że szkoła jest miejscem, które reaguje. Że zgłoszenie problemu nie sprawi, że sytuacja się pogorszy. Dobra szkoła to taka, która traktuje sygnały poważnie, rozmawia z dziećmi, monitoruje sytuację i współpracuje z rodzicami.
Dla dziecka ogromne znaczenie ma świadomość, że dorośli są czujni. Że nie trzeba radzić sobie samemu. Że ktoś stanie obok i powie: „zajmiemy się tym”.
Bullying w szkole — bezpieczeństwo buduje się codziennie
Najbardziej wierzę w codzienne, małe rzeczy. Rozmowy przy kolacji. Pytanie nie tylko „jak było w szkole?”, ale „z kim dziś było ci dobrze?”. Uczenie nazywania emocji. Pokazywanie, że każdy ma prawo do granic i szacunku.
Widzę, jak bardzo dzieci potrzebują empatii – nie wykładów, nie straszenia, ale uważnej obecności dorosłych. Czasem jedno spokojne „jestem tu” potrafi zmienić naprawdę wiele.
Sprawdź jak toksyczne komentarze wpływają na mózg
Dorosły naprawdę może pomóc
Piszę to jako mama, która wciąż się uczy. Ale jedno wiem na pewno: obojętność boli najbardziej. Uważność, rozmowa i szybka reakcja potrafią zatrzymać przemoc, zanim zostawi głębokie rany.
Każde dziecko zasługuje na to, by czuć się bezpiecznie. A my – rodzice, nauczyciele, dorośli – mamy w rękach więcej, niż czasem nam się wydaje. Ciepło, obecność i gotowość do działania to często pierwszy krok do tego, by dziecko znów szło do szkoły z lżejszym sercem.
Przeczytaj inne związane z bullying w szkole:
- Jak chronić dziecko w sieci i nie zostać cyfrowym detektywem?
- Dlaczego warto zauważyć, kiedy dziecko „milczy” online?
- Hejt nie zaczyna się od nienawiści – tylko od śmiechu

