Social media pod kontrolą? Dlaczego są one zagrożeniem dla dzieci?

Social media a dzieci — temat, który budzi ogromne kontrowersje. Dlaczego? Jest wieczór. Dom powoli cichnie, kolacja zjedzona, lekcje odrobione. I bardzo często ten sam obraz: telefon w dłoniach dziecka, kciuk automatycznie przesuwający kolejne filmiki, rolki, relacje. „Jeszcze chwilka” zamienia się w pół godziny, a potem w godzinę. Znam to aż za dobrze. I coraz częściej czuję, że social media to nie jest niewinna rozrywka dla dzieci.

social media a dzieci

Piszę ten tekst jako mama. Mama 11-latka, który za chwilę skończy 12 lat. Mama, która doskonale pamięta czasy dzieciństwa bez smartfonów, ale jednocześnie nie ucieka od współczesności. I mama, która coraz częściej czuje w sobie niepokój, gdy patrzy na to, jak ogromną rolę w życiu dzieci zaczynają odgrywać social media.

Nie demonizuję technologii. Internet bywa pomocny, inspirujący, edukacyjny. Ale media społecznościowe to zupełnie inna historia. To nie jest już tylko „oglądanie śmiesznych filmików”. To świat, który bardzo mocno wpływa na emocje, poczucie własnej wartości i sposób myślenia młodych ludzi. I jako mama widzę to coraz wyraźniej.

Social media a dzieci — mózg w świecie natychmiastowych bodźców

Dzieci i młodzież funkcjonują dziś w świecie, który jest dla ich mózgu wyjątkowo intensywny. Social media oferują natychmiastową gratyfikację: lajki, komentarze, reakcje. Dla dorosłego to często nic nieznaczący impuls. Dla dziecka – sygnał: „jestem zauważony” albo przeciwnie: „jestem gorszy”.

I właśnie to porównywanie się boli najbardziej. Dzieci nie mają jeszcze dystansu, żeby oddzielić prawdziwe życie od starannie wykreowanego obrazu. One widzą „idealnych” rówieśników, „lepsze” pokoje, „ciekawsze” życie. I zaczynają myśleć, że z nimi samymi jest coś nie tak. Jako mama widzę, jak łatwo może to podkopać poczucie własnej wartości.

Dlaczego coraz więcej krajów mówi „stop”

Nie bez powodu coraz więcej państw decyduje się na wprowadzenie ograniczeń wiekowych w korzystaniu z social mediów. Australia i Dania jasno pokazują, że rządy zaczynają brać odpowiedzialność za ochronę dzieci w sieci. Bo to nie jest już tylko kwestia wychowania w domu. To system, który został zaprojektowany tak, by zatrzymywać użytkownika jak najdłużej – także tego najmłodszego.

I bardzo mnie cieszy, że również w Polsce toczy się realna dyskusja o ograniczeniu dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci do 15. roku życia. Jako mama czuję ulgę, że ten temat przestaje być zamiatany pod dywan. Bo prawda jest taka, że rodzice zostali z tym problemem bardzo długo sami.

Koledzy mają Facebooka. Mój syn – nie

Nie jest łatwo być rodzicem, który stawia granice, gdy „wszyscy inni mogą”. Koledzy mojego syna mają konta na Facebooku, oglądają shorty, komentują, porównują się. I tak – mój syn też pyta, dlaczego on nie może. To nie są proste rozmowy. Czasem są emocje, czasem złość, czasem poczucie niesprawiedliwości.

Ale mimo wszystko sprzeciwiam się temu. Świadomie. Bo wiem, że social media to nie tylko kontakt z rówieśnikami, ale też:

  • presja bycia „fajnym”,
  • porównywanie się do nierealnych wzorców,
  • kontakt z treściami, na które dziecko nie jest gotowe emocjonalnie,
  • uzależnienie od reakcji innych.

I jako mama czuję, że moją rolą nie jest iść za większością, tylko chronić moje dziecko – nawet jeśli czasem oznacza to bycie „tą trudną mamą”.

Dlaczego popieram zakaz social mediów dla młodszych dzieci

Popieram wprowadzenie ograniczeń wiekowych w korzystaniu z social mediów, bo uważam, że:

  • dzieci nie mają jeszcze narzędzi emocjonalnych, by radzić sobie z presją porównań,
  • algorytmy nie są tworzone z myślą o dobru dziecka, tylko o czasie spędzonym w aplikacji,
  • zdrowie psychiczne dzieci powinno być ważniejsze niż „bycie na bieżąco”,
  • zakaz daje rodzicom realne wsparcie, a nie tylko odpowiedzialność zrzuconą na ich barki.

To nie jest kara. To ochrona. Tak samo jak nie pozwalam dziecku prowadzić samochodu czy pić alkoholu, tak samo uważam, że social media powinny poczekać.

Zakazy to nie wszystko – ale są potrzebne

Czy uważam, że same zakazy rozwiążą problem? Nie. Dzieci zawsze znajdą sposób, by obejść reguły. Wiem to także z własnego doświadczenia. Ograniczenia bez rozmowy, bez tłumaczenia, bez budowania relacji mogą prowadzić do buntu, frustracji i poczucia wykluczenia.

Ale jednocześnie uważam, że ramy prawne są potrzebne. Dają rodzicom realne wsparcie. Pokazują dzieciom, że to nie jest „widzimisię mamy”, tylko zasada, która ma chronić. Dają też czas – czas na dojrzewanie, na budowanie tożsamości poza ekranem, na relacje twarzą w twarz.

Codzienna praca mamy i taty

W naszym domu też są zasady. Ograniczony czas korzystania z telefonu. Brak telefonu w sypialni. Rozmowy o tym, co jest prawdziwe, a co tylko filtrem i montażem. I choć to bywa trudne, wiem, że to konieczne.

Bo prawdziwa ochrona dzieci nie zaczyna się i nie kończy na ustawie. Zaczyna się przy stole, w samochodzie, przed snem. W pytaniu: „Jak się dziś czułeś?”. W uważności na zmiany nastroju. W dawaniu dziecku poczucia, że jego wartość nie zależy od lajków.

Jak uczę dziecko mądrego korzystania z technologii

Zakazy bez rozmowy nie mają sensu. Dlatego staram się:

  • tłumaczyć, dlaczego pewne treści są niebezpieczne,
  • pokazywać różnicę między rzeczywistością a tym, co widać w sieci,
  • rozmawiać o emocjach po korzystaniu z telefonu,
  • uczyć, że nuda jest w porządku i nie trzeba jej od razu „zagłuszać” ekranem,
  • wzmacniać poczucie wartości poza internetem – w relacjach, sporcie, codzienności.

To nie jest proces szybki ani łatwy. Ale wierzę, że zaprocentuje.

Mama też nie jest idealna

Nie piszę tego z pozycji mamy, która ma wszystko pod kontrolą. Czasem sama łapię się na tym, że za długo siedzę w telefonie. I wtedy wiem, że najlepszą lekcją dla dziecka jest przykład, a nie wykład.

Jedno wiem na pewno: dzieciństwo mojego syna jest ważniejsze niż obecność w social mediach. A jeśli dziś mamy odwagę powiedzieć: „To za wcześnie, to za dużo, to zbyt obciążające” – to robimy to nie przeciwko dzieciom, ale dla nich. Z troski. Z miłości. I z odpowiedzialności, którą niesie bycie mamą. Jeśli dziś mogę podjąć decyzję, która ochroni jego emocje, sen i poczucie własnej wartości – to ją podejmuję.

Nawet jeśli nie jest najpopularniejsza.

Zobacz także:

Podobało się? Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error

Sprawdź także