Grudniowa presja zabiera dzieciom coś ważnego. PJak temu zapobiec?

Grudzień co roku dopada mnie tak samo: lista zadań dłuższa niż rolka papieru prezentowego, ciśnienie rośnie szybciej niż drożdżowe ciasto, a w głowie tylko „czy ja zdążę?”. I choć marzę o idealnych świętach rodem z Instagrama, życie — a zwłaszcza dzieci — mają na to swój własny, znacznie piękniejszy plan. Grudniowa presja a dzieci — jak to ogarnąć?

grudniowa presja a dzieci

Bo podczas gdy my, dorośli, biegniemy z odkurzaczem, zakupami i harmonogramem w ręku, dzieci chłoną święta inaczej. Bardziej sercem niż zegarkiem. Bardziej emocjami niż zadaniami. I czasem, w tym całym pędzie, można przegapić to, co najważniejsze: ich potrzeby, ich radość, ich sposób przeżywania grudniowej magii.

Grudniowa presja a dzieci: dlaczego tak różnie przeżywamy ten sam czas?

Wspólne pieczenie pierników, ubieranie choinki, mieszanie ciasta i pakowanie prezentów — dla nas to często kolejne rzeczy „do zrobienia”. Ale dla dziecka? To wielkie życiowe wydarzenia, w których mogą się wykazać, poczuć potrzebne i ważne.

Katarzyna Lisowska-Bojar, psycholog szkolna z Academy International, podkreśla, że każde zadanie, nawet najmniejsze, buduje w dzieciach sprawczość i pewność siebie. A my, dorośli, często zapominamy, że dla nich nawet ustawienie pięciu talerzy to coś, z czego można być dumnym jak z wejścia na Mount Everest.

I wiesz co? Kiedy pozwalam synowi działać, nagle i magia świąt rośnie, i… chęć do nauki! Bo przecież liczenie pierników to matematyka, odmierzanie mąki to mała fizyka, a negocjacje przy ozdabianiu choinki to trening kompetencji społecznych.

Właśnie dlatego warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na to, jak grudniowa presja a dzieci to coś, co bywa kompletnie niespójne — my w stresie, one w potrzebie bliskości i współuczestnictwa.

Kreatywny chaos to też świąteczna tradycja

Nie będę ściemniać — czasem mam ochotę schować kolorowe lukry na najwyższą półkę, bo wizja sprzątania mnie przerasta. Ale wtedy przypominam sobie, że dzieci uczą się świata właśnie przez twórczy chaos. To ich naturalny sposób poznawania, eksperymentowania, wyrabiania pewności siebie i radzenia sobie z emocjami.

Dziecko, które własnoręcznie ozdabia piernik, nie tworzy tylko dekoracji. Ono tworzy wspomnienie.
Dziecko, które robi swoją pierwszą „ozdobę z niczego”? Uczy się, że kreatywność ma moc.
Dziecko, które brudzi sobie ręce mąką? Ćwiczy sensorykę, cierpliwość i radość z procesu.

Psychologowie przypominają, że ważne jest, by najmłodsi nie czuli presji, że każdy moment musi być produktywny. Czas beztroskiej zabawy, odpoczynku, wymyślania dekoracji z patyczków i waty — to wszystko buduje ich równowagę między obowiązkami a przyjemnością.

Dlaczego grudniowa presja tak wpływa na dzieci: bo kiedy my sztywno trzymamy się perfekcyjnego planu, czasem nie zostawiamy im przestrzeni na współtworzenie magii.

Bo święta to też rytuały, do których dzieci dorastają

Zauważyłaś, że grudzień pokazuje, jak nasze dzieci rosną?
Najpierw nieśmiało wieszają jedną bombkę, potem ustawiają całe rzędy ozdób. Najpierw „mogę mieszać?”, potem „mamo, ja zrobię to sam/a!”. A czasem… kończy się to większym bałaganem niż planowałam — ale właśnie takie spontaniczne momenty są najpiękniejsze.

Jak mówi psycholożka z Academy International:
Dzieci nie potrzebują wielkich ról. Wystarczy, że czują zaufanie.

To drobne zadania sprawiają, że stają się częścią rodzinnego rytuału, a nie widzem siedzącym z boku. Psycholodzy często podkreślają rolę codziennych, powtarzalnych rytuałów w budowaniu emocjonalnego bezpieczeństwa dziecka.

Grudzień jako oddech od szkolnego pędu

Święta są dla dzieci czymś jeszcze: przerwą od szkolnej machiny. Od ocen, sprawdzianów, wczesnych pobudek, zasad i wiecznego „muszę”. W tym czasie ich wewnętrzny świat trochę zwalnia.

To moment, kiedy mogą po prostu być — bez presji, bez pośpiechu, bez porównań.
Taki reset emocjonalny sprawia, że po świętach wracają do szkoły spokojniejsze i bardziej wyregulowane. Można powiedzieć, że to naturalny sposób regeneracji układu nerwowego, a tak wyciszone dzieci lepiej wchodzą w noworoczne wyzwania edukacyjne.

Dlatego warto odpuścić perfekcję. Pozwolić im pobyć, poleniuchować, pobawić się, pomarzyć. Grudniowa presja a dzieci nie powinny stać po dwóch różnych stronach barykady. Nasza elastyczność to dla nich ogromna ulga. W końcu święta to nie projekt do zaliczenia. To czas bliskości.

Święta nie muszą być idealne. Mają być nasze.

Wiesz, co zauważyłam po latach bycia mamą? Że dzieci nie zapamiętują idealnie wypolerowanych sztućców. One pamiętają, czy mogły mieszać ciasto. Czy ktoś pozwolił im wybrać bombkę. Czy mogły zrobić bałagan, z którego wszyscy razem się śmiali.

Święta nie muszą być perfekcyjne, żeby były wartościowe.
Muszą być prawdziwe, wspólne i pełne przestrzeni dla dziecięcej spontaniczności.

Zobacz także:

Podobało się? Podziel się

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial
error

Sprawdź także