Ferie w mieście z dzieckiem nie zawsze muszą oznaczać wyjazd w góry. Czasem zostajemy w domu – z wyboru, z konieczności, z kalendarza. I choć „ferie w mieście” brzmią mniej spektakularnie niż stok i kulig, to właśnie wtedy mamy wyjątkową okazję, żeby zatrzymać się przy naszym dziecku trochę bardziej niż zwykle.

Bez porannych pobudek, dzwonków, sprawdzianów i zajęć dodatkowych nagle okazuje się, że dziecko ma przestrzeń. A my – rzadką okazję, by zobaczyć, jak naprawdę wygląda jego codzienność, gdy nikt go nie pogania.
Ferie w mieście z dzieckiem — ekrany? Tak. Ale z głową (i sercem)
Znamy to wszystkie. „Nie siedź tyle w telefonie”, „wyłącz komputer”, „ile można grać?”. Ferie w mieście z dzieckiem często oznaczają więcej ekranów – i nie ma co się oszukiwać, że będzie inaczej. Dla dzieci to czas odpoczynku, dokładnie tak jak dla nas urlop.
Kluczowe pytanie nie brzmi jednak ile, ale co i jak dziecko ogląda.
Zamiast nerwowo wyłączać laptopa czy zabierać telefon „znienacka”, spróbujmy czegoś zupełnie innego: usiądźmy obok. Zapytajmy spokojnie:
– Co oglądasz?
– Co jest w tym fajnego?
Nie po to, żeby kontrolować. Po to, żeby rozumieć. Dziecko, które czuje zainteresowanie, a nie ocenę, znacznie chętniej opowie, co dzieje się po drugiej stronie ekranu.
Ferie to też czas na… nicnierobienie
To ważne – i często dla nas, mam, najtrudniejsze. Ferie nie muszą być produktywne. Dziecko nie musi codziennie „robić czegoś rozwojowego”. Odpoczynek – nawet ten bierny – też jest potrzebny.
Oczywiście warto podsuwać alternatywy: książkę (nie lekturę!), planszówkę, wspólne gotowanie czy spacer. Ale bez presji. Bez planu dnia rozpisanego co do minuty.
Jeśli ekrany zaczynają dominować – ustalmy jasne zasady. Konkretne godziny, minutnik, umowę. I najważniejsze: w zamian dajmy coś atrakcyjnego.
Najlepsza alternatywa dla scrollowania? My.
Brzmi banalnie, ale działa. Jakościowy czas z rodzicem nadal wygrywa z TikTokiem – tylko musi być prawdziwy. Bez telefonu w ręku. Bez zerkania na powiadomienia.
Zamiast klasycznego „co słychać?” spróbujmy pytań, które otwierają rozmowę:
- Co ostatnio sprawiło ci największą radość?
- Co w szkole najbardziej cię stresuje?
- Gdybyś mógł coś zmienić w swoim dniu – co by to było?
Warto dzielić się też sobą. Nie moralizować. Nie porównywać. Raczej powiedzieć:
„Pamiętam, że w twoim wieku czułam się podobnie…”
To buduje mosty. A ferie są na to idealnym momentem.
Pomysły na ferie w domu, które naprawdę zbliżają
Jeśli brakuje Ci inspiracji, oto kilka sprawdzonych pomysłów, które nie wymagają wielkich budżetów ani planowania:
Domowy turniej planszówek
Jedna gra lub różne – punktacja na kartce, a na koniec ferii nagroda. Świetna okazja do rozmów o emocjach, wygrywaniu i przegrywaniu.
Mapa rodzinnych aktywności
Każdy zapisuje swoje pomysły na wspólny czas. Głosujecie, układacie plan popołudni. Dzieci uczą się sprawczości, a my… kompromisu.
Wieczory filmowe
Każdy wybiera swój film. Bez krytykowania gustu. Z popcornem i obecnością.
Dzień na tak
Dziecko planuje dzień dla całej rodziny – oczywiście w ustalonych ramach. To ogromna lekcja odpowiedzialności i decyzyjności.
A jeśli ferie to jednak narty?
Jeśli planujecie zimowy wyjazd, pamiętajmy o jednym: rozgrzewka to nie opcja, to obowiązek. Zarówno dla dzieci, jak i dla nas. Kilka minut ruchu, rozciągania, zabawy w śniegu naprawdę zmniejsza ryzyko kontuzji.
Warto też uczyć dzieci rozsądku na stoku – bez straszenia, ale z jasnym komunikatem: bezpieczeństwo jest ważniejsze niż brawura.
Ferie – czy w mieście, czy w górach – nie muszą być idealne. Wystarczy, że będą uważne. Dla dziecka. I trochę też dla nas.
Bo czasem najważniejsze, co możemy dać, to nie atrakcje.
Tylko obecność.
Zobacz także:
- Jak uatrakcyjnić dzieciom czas w ferie?
- Niezapomniane ferie zimowe z dziećmi – jakie nietypowe miejsca warto odwiedzić?
- Ferie, city breaki i dalekie loty – jak Polacy podróżują zimą i co może ich zaskoczyć

